Alfabet zdrowia psychicznego – flow

Pierwsze zetknięcie z pojęciem flow z kontekście psychologii pozytywnej było dla mnie zaskakujące. Przygotowywałam się do turnieju psychologicznego w liceum i przez moment myślałam, że pomyliłam książki. Flow? To przecież brzmi jak słówko, którym prędzej posługiwałby się uczestnik programu You Can Dance, a nie psycholog! A jednak. Przyszedł czas, powrócić aby do tematu flow, ponieważ w tym miesiącu w ramach Alfabetu Zdrowia Psychicznego, który tworzę razem z Natalią z bloga Dziewczyna z jednym okiem, bierzemy na warsztat literkę „F”. To co, zaczynamy? Zapewniam, to będzie czysta przyjemność!

No właśnie, bo czym jest flow? Najogólniej – to pojęcie określające stan, z którym czerpiemy przyjemność z pełnego zaangażowania w daną czynność. Inaczej mówiąc – przepływ. Stan zaabsorbowania, pochłonięcia zadaniem, do wykonywania którego wykorzystujemy swoje talenty i umiejętności.

Znacie to? Mam nadzieję, że tak. Założę się, że jako dzieci bardzo często znajdowaliście się w tym stanie – rysując, lepiąc babki z piasku i biegając z patykami po lesie. Sama pamiętam, jak wiele godzin spędziłam tworząc kolczyki w czasie wczesnego nastolęctwa, jak szybko mijały mi kiedyś treningi, jak długo potrafiłam wytrwać w pełnym skupieniu, pracując nad rozwiązaniem jakiegoś zadania matematycznego w gimnazjum. I jak szybko mija czas spędzony na swobodnej rozmowie z miłym towarzystwie!

Mam wrażenie, że z czasem uczucie flow stało się dla mnie nieco rzadsze. Nieco bardziej zaskakujące. Podobnie jak poczucie miłego zmęczenia, z jakim flow zostawia. Poczucie dobrze spędzonego dnia i zasłużonego snu.

Jak odnaleźć flow, kiedy wokół wszystko mruga i odciąga od wykonywanego zadania, kiedy z jednej strony obowiązki, deadline’y i to do listy, a z drugiej strony ten filmik na You Tube, który pojawił się trzydzieści dwie minuty temu i sam się nie obejrzy, rzeka nieoserduszkowanych zdjęć na Insta?

Ja znalazłam flow na przykład pracując w kawiarni. Zaangażowanie tym większe, im większy ruch i harmider. Z tym cudownym brakiem czasu na rozmyślanie, martwienie się i przeżuwanie złego nastroju. Tylko talerzyki, łyżeczki, młynek, portafilter, wąski strumień espresso, uderzenie pary wodnej, syk spieniającego się mleka i możliwie jak najzgrabniejszy wzór powstający, kiedy mleko stopniowo wypełnia filiżankę. Brak uczucia głodu ani bólu w plecach i życzenie, aby to trwało jak najdłużej. Rozmarzyłam się.

Ale jestem przekonana, że flow da się odszukać nawet w najbardziej prozaicznych czynnościach – sprzątaniu, gotowaniu, nauce, podrzucaniu naleśników, rozciąganiu się i pisaniu listów. W śmiechu, w żartach i w przytulaniu. I że warto go szukać! A może nawet nie jakoś specjalnie poszukiwać, ale zauważać i doceniać. Pozwalać mu trwać!

Często mówi się o czynnościach, które nie wnoszą do naszego życia wiele, poza tym, że powalają przestać na chwilę myśleć, dają głowie odpocząć. A ja jestem pewna, że właśnie rzeczy wykonywane w stanie flow są ich najlepszymi alternatywami  – dalekie od bierności, dające poczucie szczęścia, spełnienia, przynależności, pozostawiające głowę świeżą.

Jakie czynności Was angażują w wprawiają w stan przyjemnego flow? Opowiedzcie mi o tym koniecznie. A przy okazji zerknijcie do Natalii – pięknie napisała o różnorakich faktach i fikcjach 🙂

  • Marta Hawryluk

    Samo czytanie fragmentu o Twojej pracy w kawiarni sprawiło, że myślami przeniosłam się do mojego ulubionego miejsca i niemal widziałam i słyszałam to, co opisywałaś. ❤
    Ja ten stan chyba często przeżywam, ale może nie zwracam na to szczególnej uwagi. Uwielbiam gotować, a zwłaszcza dla ukochanego. Ostatnio rzuciłam się na zrobienie wegańskich burgerów (debiut) – co prawda kuchnia była później nie do poznania, ale sam proces ich tworzenia mnie całkowicie pochłonął. 🙂 Druga rzecz, która przychodzi mi na myśl to taniec – na kursie, na weselu czy w zaciszu własnego pokoju… Nie ważne jest miejsce. Możliwość wyrażania ciałem emocji i współgrania z muzyką to jest dla mnie tzw. kosmos, czyli pewnie flow.
    Pozdrawiam! 🙂

  • Zaskoczyłaś mnie tym flow 😉 To słówko, którego zdecydowanie nie przychodzi mi na myśl, gdy myślę o psychologii. Mi ciężko mieć taki swobodny przepływ, oderwać się od tych wszystkich mikrozadanek, ale mi pomaga w tym tryb Pomodoro i muzyka z filmów w słuchawkach. Więcej niestety wskazówek dla samej siebie jeszcze nie odkryłam 🙁

    • A ja sama nigdy Pomodoro nie próbowałam, pewnie przyda mi się na przyszły semestr 🙂
      Mimo wszystko, założę się, że gdzieś tam zdarza Ci się jakieś fajne archi-flow ❤

  • rudawstazka.wordpress.com

    Śliczny opis tego kawiarnianego uczucia. Mam wrażenie, że z wiekiem flow pojawia się rzadziej, ale pojawia się w mniej oczywistych sytuacjach. Kiedyś przy zabawie czy czymś robionym dla przyjemności, teraz zdarzał się też przy liczeniu czegoś na studia, nauce języków czy myciu podłóg (choć to, niestety, tylko czasem :P)

    • Dziękuję!
      A może to dlatego, że… mniej się bawimy? Albo po prostu więcej robimy? 🙂

      • rudawstazka.wordpress.com

        To na pewno. I pewnie dlatego też, że trochę bardziej doceniamy edukację niż w szkole podstawowej. Nauka języków wtedy nie sprawiała mi zbytniej satysfakcji 😀

  • Pisanie, montowanie wideo, tworzenie i tak naprawdę wszystko, w co mogę włożyć swoją ekspresję. Tak myślę o flow. Widzę je jako ekspresję, totalne wyzwolenie siebie i uzewnętrznienie tego w czymkolwiek, nawet w parzeniu kawy 😉