Skip to content

Alfabet zdrowia psychicznego – gonitwa myśli

Siódma litera alfabetu i siódmy miesiąc wyzwania, które podjęłam razem z przewspaniałą Natalią z bloga Dziewczyna z jednym okiem. Zazwyczaj nasze comiesięczne wpisy do Alfabetu zdrowia psychicznego skupiały się na tematach w jakiś sposób od siebie odległych – bardziej niezwiązanych ze sobą, niż komplementarnych. No i w tym miesiącu wyszło inaczej. Długo zastanawiałam się nad hasłami na literę „g”, które należałyby do poruszanych przez nas zagadnień. Stanęło na gniewie – i o nim przeczytanie u Jednookiej- oraz gonitwie myśli.

Co wydaje mi się podobne w obydwu hasłach? Najoczywistsze byłoby to, że obydwa bardzo silnie do siebie odnoszę. Obydwa dotyczą rzeczy, nad którymi staram się aktywnie pracować. W reszcie obydwa związane są w mechanizmem nakręcania się – czasami gniew i ogólne wzburzenie sprawia, że zaczynamy doszukiwać kolejnych powodów do niego i włączamy toksyczny mechanizm, który każe naszym myślom biec i biec, i biec. Innym razem, jesteśmy źli na siebie za to, że wpadamy w spiralę lęku, zmartwień i zniechęcenia, i to uwalnia w nas kolejne pokłady gniewu.

Ale dość już słów wstępu, czas zastanowić się nad technikami, po które możemy sięgnąć, aby opanować gonitwę myśli.

Pierwszej rzeczy, o której wspomnę, zaczęłam się uczyć, kiedy na poważnie zainteresowałam się praktykowaniem uważności. Moje pierwsze próby były związane z aplikacją Headspace i ich darmowym programem Take10. W co drugi z dziesięciu dni przed właściwą medytacją wyświetlała się animacja poruszająca tematy związane z uważnym przyglądaniem się swoim myślom. Jedna z nich porównywała galopujące myśli do nieokiełznanego mustanga (z resztą z tą metaforą spotkałam się także później, na przykład w podręczniku, z którego korzystam obecnie, czyli Mindfulness dla zdrowia). Możemy próbować zmusić mustanga do posłuszeństwa. Złamać, zastraszyć go i zdobyć przemocą. No ale jasne, że nie jest to rozwiązanie najlepsze. Tak potraktowane zwierzę będzie nieufne, zestresowane i niespokojne. Nie będzie autentycznie posłuszne. Co w takim razie zrobić? Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby pozwolić mu poczuć się bezpiecznie w naszym towarzystwie. Dać my czas na to, aby zdał sobie sprawę z naszej obecności i tego, że nie jest ona dla niego zagrażająca. Dopiero wtedy możemy go okiełznać – albo stopniowo skracając swój dystans do niego, albo sprawiając, że sam z ciekawości zdecyduje się za nami pójść. Ale dość o dzikich koniach – jak to jest z myślami?  Analogicznie – im bardziej będziemy się za nie karać i przejmować się ich uciążliwością, tym bardziej będą natrętne, bolesne i tym bardziej będą nabierać rozpędu. Zanim się obejrzymy będziemy wielką śnieżną kulą, osuwającą się z zawrotną prędkością ze stoku, nawet jeśli chwilę wcześniej byliśmy tylko trochę zmartwieni. Natomiast przyglądanie się swoim myślom bez angażowania się w nie i bez oceniania, choć na początku może okazać się dość kłopotliwe, daje szanse na to, aby uciszyć niepokojące rozedrganie w głowie, spojrzeć na własne myśli z pewnej odległości (odległość pomaga – widać to szczególnie, kiedy po czasie okazuje się, że martwiliśmy się o rzeczy zupełnie nieistotne) i oszczędzić sobie co najmniej kilku godzin złego humoru. Oczywiście zdradzę, że jest to rozwiązanie, którego dopiero się uczę – jeszcze długo nie będę mistrzynią uważności.

Ale inna technika, o której chcę powiedzieć, jest już bardziej moja – to znaczy, wypracowałam ją w swoim doświadczeniu samodzielnie i choć pewnie nie jest idealna, pomaga mi. Oczywiście nie zarzekam się, że pomoże i Wam, ale może warto spróbować? Moje własne myślowe gonitwy często biorą się stąd, że boję się, że nie będę o czymś pamiętać, że coś ważnego właśnie mi umknęło lub właśnie przypomniałam sobie o czymś, co wywołało mój niepokój. W tej sytuacji lubię zapisać sobie wszystkie rzeczy, które wiszą mi w tyłu głowy. Wystarczy poświęcić pół godziny i kartkę. Staram się zapisywać swoje zadania lub nierozwiązane kwestie w estetyczny sposób, określić orientacyjny termin rozwiązania danej sytuacji i zaplanować kroki, które mogłabym podjąć. Estetyka takiej notatki jest ważna w dwóch względów – skupiając się na ładnym piśmie, naklejkach, ozdobnikach i kolorach, odciągam swoją uwagę od natłoku myśli, a przy okazji tworzę treść, do której łatwo będzie mi wrócić, co znaczy, że nie muszę dłużej trzymać tych informacji w głowie, więc jest mi zwyczajnie łatwiej je puścić.

Uff – to chyba na razie na tyle! Muszę przyznać, że choć teksty pojawiają się u mnie regularnie, dawno nie pisałam, i trochę obawiałam się tego pierwszego wpisu po przerwie. A teraz czuję ulgę 🙂

Opowiedzcie mi, proszę, czy macie jakieś swoje sposoby na uspokojenie gonitwy myśli? A może któryś z moich sposobów szczególnie przypadł Wam do gustu?

Nie zapomnicie też odwiedzić Natalii i przeczytać, co ciekawego napisała tym razem o gniewie.

  • Aplikacja Headspace jest świetna. 🙂 Ostatnio używałam również aplikacji Calm. Też ma kilka darmowych sesji i są bardzo przyjemne.
    Ja z gonitwą myśli mam ogromny problem. Oczywiście nie na co dzień, ale jeśli dzieje się u mnie coś stresującego lub ekscytującego, to mój umysł wręcz płonie. 😀 Próbuję wtedy ratować się medytacją, ale dosłownie nie mogę usiedzieć w miejscu. Nosi mnie, nie mogę spać, ciągle jestem poirytowana i na niczym nie mogę się skupić. Jest to z jednej strony motywujące – bo wtedy nie mam ochoty na żaden odpoczynek, a na pracę, aby pozbyć się tych nękających myśli, ale z drugiej – można się tym nieźle zmęczyć.
    I podobnie jak Tobie – często w tym przypadku pomaga mi (chociaż trochę) pisanie. 🙂 Ma jakąś odświeżającą moc!

    • A do mnie Calm jakoś nie trafia, hmmm…
      Mi w sumie jeszcze bardziej, niż pisanie, pomaga natura, lasy, drzewa, słońce tańczące miedzy konarami ❤