Alfabet zdrowia psychicznego – hormony

Dłużej do jednego wpisu zabierać się nie można. Projekt, który rozpoczęłyśmy w Jednooką Natalią już kilka ładnych miesięcy temu, co rusz stawia przed nami kolejne wyzwania i skłania do pisania na tematy, które nie są proste – które wymagają dokładnego przemyślenia, odświeżenia wiedzy, zajrzenia nawet do notatek ze studiów i przełożenia posiadanych informacji na język lekki i zrozumiały. Na ósmy wpis, czyli literkę h alfabetu, przygotowałam sobie temat hormonów. Uwaga, zaczynamy przeprawę.

Czym są hormony? To białkowe lub tłuszczowe substancje wydzielane przez nasz organizm. Zapewniają one homeostazę, czyli równowagę w funkcjonowaniu organizmu, choć o wiele chętniej mówić mi o allostazie, czyli dynamicznej równowadze dostosowanej do aktualnej sytuacji, w jakiej znajduje się organizm. Co innego będzie równowagą podczas snu, a co innego przed egzaminem. I tutaj mamy sedno działania hormonów – to one regulują pracę poszczególnych narządów,  ciśnienie,  reakcje fizjologiczne. Działają na swoje narządy docelowe, aktywując lub hamując mechanizmy komórkowe. W wielkim skrócie.

Na samej górze naszej hormonalnej drabiny mamy liberyny i statyny wydzielane przed podwzgórze. Te hormony sprawują kontrolę nad hormonami tropowymi, czyli takimi, które pobudzają inne gruczoły wydzielające hormony do pracy. Na poziomie tego wpisu nie będę tłumaczyć poszczególnych nazw hormonów tropowych i ich miejsc docelowych. Zaznaczę jednak, że produkowane są przez przedni płat przysadki. W tylnym płacie natomiast wydzielana jest oksytocyna i wazopresyna, produkowane podobnie jak liberyny i stetyny w podwzgórzu. Ach!

Wazopresyna jest hormonem kontrolującym ciśnienie i  zwrotne wchłanianie wody w przewodzie pokarmowym. Ma też dużo wspólnego z faktem, że po treningu nie chce nam się… siusiu. Oksytocyna jest nazywana natomiast hormonem przywiązania i pewnie obiło się Wam o uszy, że jej poziom jest większy np. u młodych matek lub u zakochanych par. Jej działanie jest jednak bardziej złożone – prawdopodobnie zwiększa ona predyspozycje emocjonalne, tak do miłości i czułości, jak i do zazdrości.

Mogłabym opisywać każdy hormon i jego działanie, bo wszystkie są istotne w naszym codziennym życiu, ale szczerze mówiąc zamęczyłabym i siebie i Was. Skupię się więc na kilku najważniejszych hormonach czy grupach hormonów.

Jeszcze nie wychodzimy z mózgu – melatonina jest wydzielana w szyszynce, a światło hamuje to wydzielanie. Za co odpowiada? Za regulację rytmów dobowych. Dlatego właśnie scrollowanie Instagrama przed snem nie jest dobrym pomysłem, jeśli chcemy zadbać o swoją higienę snu.

O hormonach tarczycowych bywa głośno – głównie za sprawą problemów, z którymi boryka się wiele dziewczyn.  Odpowiadają generalnie za równowagę elektrolitową, rozpad tłuszczów, wchłanianie glukozy. Ale swoje trzy grosze dorzucają się do zaburzeń nastroju. Zdarza się, że nieleczona niedoczynność tarczycy jest diagnozowana jako depresja, a osoby, które przychodzą do psychoterapeuty po wywiadzie na temat ogólnego stanu zdrowia są odsyłane na badania poziomu hormonów, a następnie do endokrynologa. Badania hormonów tarczycy wypada zrobić sobie raz na jakiś czas nie zależnie od tego, czy już kiedyś mieliśmy z nimi problemy, czy nie.

Insulina i glukagon to chyba najbardziej typowe hormony, które przychodzą do głowy jako pierwsze. Oś zainteresowania osób cierpiących na cukrzycę, a także tych, które w swoim zainteresowaniu zdrowym odżywianiem zaznajomiły się z pojęciem indeksu glikemicznego. Insulina i glukagon to produkowany w komórkach trzustki  tandem regulujący poziom glukozy we krwi i magazynowanie jej w wątrobie pod postacią glikogenu.

Innym sławnym tandemem hormonalnym, produkowanym tym razem w rdzeniu nadnerczy jest adrenalina i noradrenalina. Mobilizują ciało do działania, pojawiają się sytuacjach stresowym, odpowiadają za mechanizm walki i ucieczki. Z jednej strony zwiększają poczucie niepokoju i lęku, z drugiej wpływają pozytywnie na koncentrację i pamięć. Ich stężenie w organizmie nie utrzymuje się długo na wysokim poziomie.

Kiedy obecność stresora w środowisku organizmu się przeciąga, do gry wkracza kortyzol. Ten hormon to z kolei produkt kory nadnerczy. Jest super w sytuacji realnego zagrożenia i trzeba go docenić – przestawia organizm na tryb awaryjny, redukuje stany zapalne (dlatego kortyzol podaje się przy silnych reakcjach alergicznych), uwalnia do krwi zmagazynowaną glukozę. Kortyzol okazuje się być dla nas niedobry, kiedy przed długi czas żyjemy w stresie. Wtedy może powodować uszkodzenia hipokampa i innych struktur mózgu, odkładanie się tłuszczu brzusznego, trądzik, zatrzymywanie się soli w organizmie i inne niemiłe rzeczy. Nieprzyjemności, które dzieją się nam, kiedy przewlekle się czymś stresujemy w dużej mierze można przypisać działaniu tego hormonu.

Leptyna jest hormonem wydzielanym w tkance tłuszczowej, którego miejscem docelowym jest podwzgórze. Działa w reakcjach odpornościowych, reguluje poziom insuliny i odpowiada za spadek lipogenezy i mechanizm lipolizy, zmniejsza apetyt. Hormon sytości. Brzmi fajnie? Grelina to trochę taki przeciwnik leptyny, który produkowany jest w żołądku w sytuacji głodu. Podane jej szczurom powoduje zwiększenie ilości przyjmowanego pokarmu i szybkie zwiększenie masy ciała . Obecność graliny jest związana także z uwalnianiem się hormonu wzrostu. A dodatkowo – hamuje uwalnianie serotoniny, o której będzie mowa za chwilę.

Za chwilę, to kawałek tekstu chciałabym poświęcić także estrogenowi – jednemu z najpowszechniej znanych hormonów kobiecych. Produkcja estrogenów w jajnikach jest regulowana przez obecność hormonu folikulotropowego (pamiętacie – hormony tropowe produkowane są w przysadce) i oczywiście zmienia się w zależności od etapu cyklu miesięcznego.  Oprócz oczywistych funkcji estrogeny odpowiadają za gospodarkę lipidową i wapniową, a także za przyswajanie białek. Spadek poziomu estrogenów przed miesiączką odpowiada za PMS i jest związany z szalonymi fluktuacjami poziomu kortyzolu i dlatego zawsze przed miesiączką czuję potrzebę pożarcia całego światowego zapasu daktyli.

Serotonina, o której już wspominałam powyżej, jest nie tylko hormonem tkankowym, ale także (a dla mnie – przede wszystkim) neuroprzekaźnikiem, podobnie z resztą jak adrenalina i noradrenalina. Serotonina jest produkowana w jelitach – stąd ostatni wysyp artykułów popularnonaukowych o tym, co jelita mają do szczęścia, jądrach szwu w mózgu, szyszynce – wraz z melatoniną, i trombocytach – płytkach krwi odpowiedzialnych za procesy krzepnięcia. Jest jedną z najważniejszych substancji odpowiedzialnych za nastrój, a inhibitory zwrotnego wchłaniania serotoniny to jedna z najważniejszych grup leków przeciwdepresyjnych.

Dlaczego warto wiedzieć coś o hormonach? Mi świadomość ich działania uzmysławia przede wszystkim to, że ja to cały mój organizm, nie tylko głowa, nie tylko mózg. I że funkcjonowanie mojego ciała jest bardzo złożone – jedne reakcje zależą od drugich, wchodzą ze sobą w sprzężenia, sprzężenia zwrotne dodatnie i ujemne. Fascynuje mnie to, jak cała ta maszyneria działa na poziomie niezależnym od świadomości i jak wpływa na to,  w jaki sposób funkcjonuję, jaki mam nastrój, jak postrzegam świat. Wiedza o hormonach to także wiedza o tym, jak bardzo zdrowie całego organizmu, także zdrowie i dobrostan psychiczny zależy od ich odpowiedniego poziomu.

Uff, to był bardzo długi tekst! A teraz zapraszam do Natalii – jej hasłem na literę h będzie halo effect!