Dzielę się jedzeniem – lipiec

Początek lipca wydaje mi się bardzo odległy. Niemożliwe, że mniej niż miesiąc temu jeszcze byłam w Toruniu, niemożliwe, że mam przed sobą jeszcze połowę wakacji i dwa miesiące do rozpoczęcia zajęć na uniwersytecie, niemożliwe, że zaledwie trzy tygodnie temu odsypiałam pobyt w Warszawie i start w Mistrzostwach Polski Aeropress, a dwa tygodnie temu odchorowywałam kilka pięknych dni w Krakowie. W moim przypadku duże natężenie zmiennych warunków, przemieszczania się i brak ustalonej rutyny bardzo rozciąga moje poczucie czasu. Ale przejdźmy do jedzenia!


Kaszka pęczak z żurawiną i siemieniem lnianym na mleczku kokosowym, mango i banan. I licząca sobie jakieś 100 lat bluza.

Z dziadkowego ogródka – sałatka, cukiniowe leczo, pod spodem chyba jakieś ziemniaczki.

Bób ugotowany na parze, botwinka i sałatka rzymska, także ogródkowe.

Znów ulubiony bób i znów leczo z cukinii, tym razem z fasolką i chyba kaszą (chyba!) jęczmienną.

Obłędne ciasto czekoladowe na bazie awokado, które zrobiłam sobie na urodziny. Potem wykorzystałam ten sam przepis do stworzenia wegańskiego kopca kreta, którym się chętnie podzielę w osobnym wpisie.

Wspaniały zestaw mezze z krakowskiej Hamsy! <3

I zestaw śniadaniowy z hummusem i pastą z bobu z Forum Przestrzenie!

 

Krakowska wegetariańska restauracja, która najbardziej mnie sobie zaskarbiła – Veganic! Na zdjęciu mój tofurnik porzeczkowy i mamy tradycyjna beza porzeczkowa.

Powrót do domowego jedzenia – makaron gotowany z fasolką i sałatka z tartych gotowanych buraków.

Mama poeksperymentowała z kostką sojową i tak powstało to kokosowe curry z cukiniami i dynią.

Pierwszy obiad w Szwecji – ryż i curry z cukinią, batatem, cieciorką i ciemnym sosem sojowym.

Jaglanka na mleczku kokosowym, pestki granatu i domowa wegańska bułeczka cynamonowa (kanelbulle)

Sałatka tabbouleh, domowe falafelki i owsiana śmietanka Oatly.

Cudownie ostre, chili con veggie z maaaasą świeżej kolendry! Smakowało prawie jak chili, które jedliśmy na Open’erze, a więc wyśmienicie!

Najbardziej typowy lunch – kanapki z guacamole i pomidorkami!

Czekoladowy mus z awokado i banana, ananas i czereśnie. A pod spodem odrobina płatków owsianych, żeby zachować pozory, bo przecież to śniadanie, a nie deser!

Buffet z naszej ulubionej restauracji z Malmö, Vegegården. Tym razem sami wybieraliśmy składniki, z których powstały przygotowane dla nas dania i tak tutaj mamy cukinię, cebulkę, brokuł, marchewkę, kiełki fasoli, algi i kawałki seitanu (glutenu!) w sosie fistaszkowym! <3

Bananowa owsianka z czereśniami i rodzynkami, a do tego kostka wegańskiej białej czekolady!

Uwaga – tu potrzebne były aż dwa zdjęcia, aby ukazać cudo, jakim była ta pizza. W Szwecji pizze są trochę dziwne – mają masę składników, dodawane są do nich sałatki (taki jakby coleslaw). Pizzę często je się z curry i bananem, z kebabem a nasza była z falafelem! Sos pomidorowy, cebula, wegański „ser gouda”, pieczarki, kukurydza, sos czosnkowy, sałata, ogórki, pomidory i najpyszniejsze domowe falafelki! Mniam!


Za parę miesięcy ta seria będzie obchodzić swoje drugie urodziny. Miło mi zauważać, jak przez ten czas rozwinął się mój smak, obycie w kuchni i znajomość przypraw. I wiecie, jak tak sobie patrzę, to nie sposób nie stwierdzić, że fajne to moje jedzenie 🙂