Nie jestem uważna

Chciałabym być uważna. Pociąga mnie to, co mindful. Chciałabym się rozwijać. Regularnie podejmuję próby zmiany czegoś, odzwyczajenia się od ciągłego sięgania po telefon, nauczenia się, jak to jest skupiać na czymś uwagę przez długi czas i zachowywania się raczej świadomie,  mniej automatycznie. Kłuje mnie ta automatyczność. Kłuje mnie kołowrotek, kalejdoskop, bałagan, który trzymam ciągle w głowie.

Ale mam wrażenie, że się nie staram. Subskrypcja aplikacji z medytacjami Headspace jest fajna i sama w siebie sprawia jakoś, że czuję, że traktuję się trochę lepiej, ale nadal nie potrafię się skupić na medytacjach i albo przesypiam połowę nagrania, albo moje myśli wędrują gdzieś bardzo daleko i nic nie wychodzi mi nawet z najprostszych ćwiczeń takich jak skanowanie ciała. Nie myślę o żadnej z rzeczy, o których obiecałam myśleć podczas ostatniej sesji z psychoterapeutką.

W relacjach wciąż latam schematami i wolę się wkurzać, niż próbować zrozumieć. Wciąż mam problemy z decentracją. Wciąż przeglądam wieczorem Instagram i spędzam godziny na YouTube. Nie potrafię oczyścić umysłu. Mam wątpliwości.

Ale być może wątpliwości i świadomość tej mojej ubogiej uwagi i mizernego skupienia to znak, że jestem ciut dalej, niż kilka miesięcy temu. I że za kilka miesięcy będę znów ciut dalej i może odłożę telefon na bok, kiedy już powiem mojemu chłopakowi dobranoc, i być może odłożę go nawet do innego pokoju.

Ale na razie mi się nie chce. Na razie nie jestem uważna. Nie mam ochoty się bardziej cisnąć. A jednak wiem, że muszę pełnić aktywną rolę w zmianach, które chciałabym w końcu zobaczyć. Wciąż czekam na moment, o którym ludzie tak chętnie piszą w internecie, na przełom, na etap skokowych zmian i rozwoju, na coś, co okaże się prawdziwym game changer’em. Ale już nie wierzę w to, że taki moment mógłby nastąpić. Nie czekam aż mi się zachce. Będę próbować i ponosić porażki, nie będę spać wystarczająco dużo i będę przeglądać fesja. Ale będę się starać. I powoli, po kawałeczku, będę się robić coraz bardziej uważna.

  • Jakoś zupełnie nie wierzę w ten nagły moment zmiany, który wydarza się samoistnie. Ta uważność to codzienne próby i starania. I liczą się nawet te na pozór nieudane.
    I, wiesz, myślę, że właśnie jesteś uważna – jasne, są ludzie dla których uważność to dopiero ten etap gdzie pozbywamy się smartfona i medytujemy codziennie po 20 minut, ale najważniejsza jest chyba świadomość siebie, świadomość świata, docenianie jego piękna i dostrzeganie przeróżnych jego barw. A to wychodzi Ci doskonale, co można wnioskować po samym blogu chociażby.
    Sama ostatnio przestałam się cisnąć, wcześniej dążyłam do bycia jak najdłużej offline, bo nie wypada tak co chwilę sprawdzać fejsa, a teraz po prostu pozwalam sobie na to, gdy potrzebuję, gdy chcę. Staram się nie przesiadywać bezsensownie w sieci, ale bez nakładania na siebie specjalnych limitów. Uczę się w ten sposób i siebie, swoich potrzeb, jak i uważności. Fajna sprawa.

    • Też się nad tym zastanawiałam – że świadomość tego, jak często moja uwaga odpływa, wędruje i oddala się od „tu i teraz” może być znakiem, że jednak czasem jednak uważam 😉
      No i tak, mam wrażenie, że dostrzegam rzeczy, których na ogół ludzie nie zwykli dostrzegać i całkiem dobrze idzie mi docenianie.
      Jasne, ciśnięcie się i siłowanie o uwagę może zrobić więcej szkody niż pożytku, bo uważność nie powinna przecież być stresorem 🙂