To znany grunt

Zdarza się, że ktoś przecenia moje „zeskandynawienie”. Nie często, ale czasem kogoś dziwi to, że w gruncie rzeczy nie mówię po szwedzku za dużo. Zrobię zakupy i zamówię kawę – w ramach treningu, bo najczęściej decyduję się posługiwać angielskim – ale właściwie nic po za tym. Samodzielna nauka języka w moim wykonaniu polega przede wszystkim na poznawaniu gramatyki i rozwiązywaniu zadań z podręcznika i nie jestem w niej supersystematyczna. Chciałabym być, niestety chcę często rozbija się o nie chce mi się.

Za dużo o tym nie myślę, ale w niektórych sytuacjach czuję się trochę obco. Niekoniecznie w momentach interakcji, one są zwykle spoko, bo żadna ze stron nie widzi potrzeby wykraczania poza znany i lubiany scenariusz płacenia za zakup, ale raczej, kiedy obchodzę supermarket po raz trzeci, bo nie mogę się zdecydować, czy kupić ten imbir, czy nie, a może kupić więcej bananów, a może poszukać tańszych jabłek albo dokupić cieciorki. Po prostu zdarza się, że czuję, że moje wewnętrzne bitwy są widoczne, kiedy idę sklepowymi alejkami nie w tę stronę, co trzeba i wracam się do poszczególnych miejsc po kilka razy, dokładnie oglądając etykiety i porównując ceny.

I trafiła mnie ostatnio bardzo miła myśl. Przecież do niedawna tak czułam się zawsze, w każdym miejscu, w Polsce! I przypomniałam sobie, jak kiedyś stresowało mnie płacenie za zakupy. Kupowanie biletów. Komunikacja miejsca. Mijanie innych ludzi na spacerze w lesie – o, to chyba najbardziej. I przypomniałam sobie, jak stosunkowo szybko udało mi się to pokonać, ominąć, olać i zmienić.

I teraz wiem, że to minie. Że jestem w stanie szybko przyzwyczaić się i w miarę sprawnie nauczyć się posługiwać  językiem, gdy przyjdzie mi tu osiąść na stałe. Bo już raz udało mi się w dość krótkim czasie wyjść od stresu podczas zamawiania kawy, do pracy w kawiarni i przyjmowania zamówień i zrozumieć, że dyskomfort w sytuacjach społecznych nie musi mnie definiować. W nie tak odległej przyszłości przyjdzie mi się zmierzyć z tym po raz drugi.

Jest to dla mnie poważny argument za tym, aby zachowywać spokój. To znany grunt.

  • rudawstazka.wordpress.com

    Dobrze, że umiesz zauważyć takie rzeczy. 😀
    Jak czytałam o twoim chodzeniu po supermarkecie to właśnie przypomniało mi się, jak potrafiłam trzy razy obejść rossmanna w poszukiwaniu czegoś, bo strasznie bałam się zapytać o coś którejś z pracownic. To też, na szczęście, minęło.

  • Marta Hawryluk

    Chyba rozumiem to, o czym piszesz.
    Jeszcze nie tak dawno układałam sobie w myślach to, co powiem przez telefon (ba! nawet zapisywałam na karteczce), gdy przyszło mi rozmawiać z kimś obcym. A rozmawianie z pracownicami drogerii kosmetycznych kiedyś było moją trwogą – najlepiej było, gdy wcześniej ustaliłam plan, w jakiej kolejności wziąć produkty, by przypadkiem nie stać się obiektem zainteresowania. 😉

    Z perspektywy studiów psychologicznych (we wrześniu już obrona :)) widzę, jak wiele pokonałam w sobie takich lęków w sytuacjach społecznych, a kontakt z różnymi osobami na stażach i praktykach dodał mnóstwa pewności siebie i akceptacji drobnych porażek. Co nie oznacza, że w ogóle nie mam już trudności. Ale jestem spokojna. 😉
    Pozdrawiam Cię!

    • Bardzo przyjemnie jest w sobie zauważać takie postępy, prawda?
      Powodzenia na obronie, trzymam kciuki i także pozdrawiam!