Skip to content

Przykrótka kołderka

Boicie się pająków? Pewnie znacie ten tekst, który lubię sprzedawać rodzice, nauczyciele i ja sama właściwie, że one boją się was jeszcze bardziej? Podobny myk pomaga mi ostatnio radzić sobie ze stresem na przykład podczas rozmawiania z ludźmi w obcym języku. I takich tam. Bo warto zaznaczyć, że nie jest tak, że stresują mnie rozmowy z nowopoznanymi ludźmi tylko kiedy są na przykład starsi. Po równo stresuje mnie przywitanie się z czyjąś córką, znajomą, osobą, którą śledzę w internecie i tak dalej. Ale w momencie, kiedy myślę sobie, że hej, potencjalnie jesteśmy właśnie w tej samej, symetrycznie stresującej sytuacji to właściwie dochodzę do wniosku, że równie dobrze i symetrycznie będzie po prostu wyluzować.

Podoba mi się ten mechanizm. Także jako osobie, której praca polega w dość istotnym stopniu na gadaniu do ludzi. Pamiętam, jak to jest, kiedy drżą ręce i więźnie język podczas zamawiania kawy. I to wspomnienie, ta świadomość, pomaga na przykład przyjmować dziwne zamówienia, kiedy klient zdaje się niezbyt ogarniać, co dzieje się wokół i czym różni się espresso od americano.

W codziennym życiu bywa jednak trochę ciężej niż w pracy. Mogę stresować się, kiedy próbuję zgrać z kim plany, tak samo, jak może stresować się druga strona. Mogę czuć się niezręcznie i także to uczucie jest potencjalnie symetryczne. Te rzeczy wydają się tak oczywiste, a tak często zdaję sobie wcale nie zdawać z nich sprawy.

Czytałam kiedyś o trzymaniu się w życiu zbyt krótkiej, dziecięcej kołderki przekonań i zachowań, z której się dawno wyrosło, a która niszczy życie. Zdecydowanie moje postawy w kontaktach z ludźmi to bardzo często taka właśnie przykrótka kołderka, którą pamiętam jeszcze z czasów, kiedy tak strasznie bałam się szóstoklasistów w podstawówce i obiecywałam sobie, że nigdy nie będę mieć dwunastu lat. I tak siedzę sobie uparcie w przekonaniach, że ja wiem i umiem mniej, niż ktoś z zewnątrz i że mogę mniej. Że każdy ma prawo mnie wyśmiać. I że pewnie chce to zrobić, bo kim ja jestem. Że to ja robię ciągle coś głupiego i dziwnego, co nie przystaje i że wszyscy są ponad tym. I dalej trochę czasem boję się dwunastolatków grających w piłkę na boisku pod blokiem, że coś do mnie krzykną i zaczną się śmiać. I siedemnastolatków. I dwudziestojednolatków. I w sumie nawet mnie nie zdziwi, jeśli ktoś uzna mnie czasem za niemiłą lub wywyższającą się, jeśli dużą część czasu jadę przy ludziach na mechanizmach obronnych siedmiolatki.

Wrócę do tematu pracy, bo chyba tylko tam ten mechanizm nie działa. Nie działa, bo na szczęście powiedziano mi – to ty wiesz, co stoi za poszczególnymi nazwami, to ty możesz komuś tu pomóc się odnaleźć i jakoś doradzić – i zadziałało. Bo rzeczywiście – najbardziej prawdopodobna opcja jest taka, że to ja wiem lepiej o serwowanych przez nas kawach, niż przypadkowa pani z ulicy. Nadal jednak w wielu innych momentach myślę o sobie w kategoriach dziecka, które wiele nie może, wiele nie umie i najlepiej będzie, jeśli ktoś zdecyduje o nim za nie. Kiedy już to rozumiem, czas skombinować skądś pełnowymiarową kołdrę.

  • Ach, czyli nie tylko dla mnie podstawówka była tak trudnym czasem?
    W klasie 1-3 było super – brałam udział w przestawieniach, zero stresu w relacjach, spontaniczność. A potem…potem się coś podziało. Zaczęłam ciągle myśleć o tym, jak wyglądam, że ktoś mnie wyśmieje, a jakiś szóstoklasista mnie wypchnie z kolejki w sklepiku. Cóż, nie było to całkiem bezpodstawne, miałam kilka niefajnych sytuacji, jak np. grożenie mi przez starsze dziewczyny, że „dadzą mi w ryj” jak jeszcze raz się popatrzę na ich siostrę. Właśnie tutaj jest chyba geneza mojego kompleksu dziecka. Który ostatnio, muszę przyznać, coraz bardziej się wycisza, ku mojemu zaskoczeniu! Rok temu nie wyobrażałam sobie sie ir w pracy ani robiącej prawo jazdy. Wydawało mi się to śmieszne. A raczej śmieszne z perspektywy osób, które miałyby mnie do pracy przyjąć, czy z perspektywy instruktora i wszystkich, ktorzy mieliby o tym wiedzieć. Chyba coraz lepiej jest z moją kołderką, ale…czasem stopy wciąż mi marzną nocą, wystając poza jej koniec.

    • Ja za to zawsze radziłam sobie dobrze z konkursach recytatorskich, sztukach walki i konkursach plastycznych, ale równolegle w klasach 1-3 starsze chłopaki ganiały za mną z wysuszoną rybą rozdymką, wyrzucały mi plecak do śmietnika i kazały śpiewać. Potem z kolei w 4-5 klasie zaczęłam ubierać się na czarno i mroczno, więc generalnie nie miałam łatwo.
      Ja zauważyłam, że moja kołderka skraca się, jak sobie pobędę dłużej w domu. Ale w przekonaniach gdzieś to dalej siedzi i kombinuję, jak się przekonać, że nie musi.
      Zawsze zaskakuje mnie to, gdy zaczynam zdawać sobie sprawę, że „wszyscy” wcale nie wiedzą, jak się czuję i co się we mnie rozgrywa 😀

  • Gdybyś nie była młodsza, pomyślałabym, że jesteśmy mentalnymi bliźniaczkami rozdzielonymi na porodówce 😀

    • Hahaha, na szczęście mama zawsze mówiła mi, że jestem prototypowa i niewprowadzona do masowej produkcji! 😀

  • rudawstazka.wordpress.com

    Fajny ten sposób z myśleniem, że ktoś inny pewnie też się tak stresuje. 😀 Muszę zdecydowanie spróbować.