Dwa lata

Dwa lata temu decyzja była już podjęta – z dniem, w którym przyjadę do Torunia na studia, definitywnie przestaję jeść mięso. I skoro dwa lata temu decyzja była już podjęta (choć jeszcze nie wprowadzona w życie) pomyślałam, że fajnie byłoby o niej opowiedzieć.

Nie jestem z tych osób, których przejście na dietę roślinną wiązało się z jakimś szokującym doświadczeniem, obejrzanym filmem (nigdy nie oglądałam Cowspiracy ani nic w tym stylu) czy jakąś szczególną dyskusją. Szczerze mówiąc przekonało mnie samo jedzenie. I kiedy tak sobie wspominam, to na kilka lat przed wypisaniem się z klubu mięsarian zdarzało mi się myśleć  o tym, że przyszłą siebie widzę właśnie jako wegetariankę lub wegankę. Po prostu czułam, że to jest coś, co powinnam zrobić.

Dwa lata temu to były już czasy Instagrama. I czasy, w których siedziałam na YouTube jednak o wiele więcej, niż obecnie (choć nie jest jeszcze idealnie). I naturalną sprawą było, że już pod koniec liceum poprzez te kanały zaczęłam dowiadywać się, co jedzą weganie, jakie to ładne, zaczęłam interesować się nieco zdrowotnymi korzyściami z niejedzenia mięsa i czułam się nieswojo, kiedy nauczyciele  biologii urządzali śmieszki z wegetarian, bo słabe to to i sportu nie może uprawiać. Podobały mi się za to wszystkie doniesienia o weganizujących się celebrytach. I jakoś tak, przy okazji jeżdżenia w różne miejsca, zaczęłam wybierać właśnie wegańskie opcje jedzeniowe. Kiedy przyjechałam do Torunia, zostawić w rektoracie swoje zaświadczenie olimpijskie, stołowałam się w wegetariańskiej/wegańskiej Ciasnej i dopychałam bananami. Z kolei po swoim pierwszym Open’erze wybrałam się w Gdyni na burgera z I krowa cała. A jakiś czas później – podczas podróży po wschodzie Polski wylądowałyśmy z mamą z agroturystyce-pracowni ceramicznej, w której było… no właśnie, wegańskie jedzenie! Pierwszy raz spróbowałam pasztetu z soczewicy i to był moment kluczowy, bo pomyślałam – Przecież to jest o wiele smaczniejsze, niż mięso! Nigdy nie zjadłabym zwykłego pasztetu! – bo w istocie byłam w kwestii mięsa niemal od zawsze bardzo wybredna.

Dlaczego więc czekałam na studia? Po pierwsze – nie wyobrażałam sobie, że miałabym przyrządzać mięso sama. Bo fujka. Po drugie – aby nie musieć robić rewolucji w domu. Co prawda moja mama od niemal roku też jest wegetarianką, wtedy – choć mój wybór spotkał się ze zrozumieniem i pełną akceptacją, wydawał się rodzicom troszeczkę zaskakujący. Najwidoczniej mieli w pamięci trzynastoletnią mnie zjadającą po treningu paczkę kabanosów. Wcale się nie dziwię. Co zabawne – ludzie w liceum pytali się mnie czasem, czy jestem wegetarianką, bo ich zdaniem sprawiałam takie wrażenie.

No dobrze, przyjechałam do Torunia i co – czy było trudno? Czy zdarzało mi się tęsknić za mięsem? No nie. Szczerze mówiąc ani trochę i ani trochę mnie nie korciło, żeby skubnąć od kogoś jakąś szynkę. Zaprzyjaźniłam się z cieciorką i soczewicą z puszki, zaprzyjaźniłam się z grillowanymi bakłażanami. I choć mój skill kulinarny był jeszcze dość ograniczony w porównaniu z obecnym, od początku bardzo dobrze mi się żyło i bardzo dobrze mi się jadło. I tak już prawie dwa lata. I sądzę, że nic się w tej kwestii nie zmieni.

Jakie wnioski mogę z tego wyciągam? Nie potrzeba pokazywać ludziom dramatów i wprawiać ich w dyskomfort, aby promować weganizm. Najlepiej jest pokazywać ludziom dobre jedzenie i fakt, że dieta bez mięsa, nabiału i jaj to nie jest wyrzeczenie. I tak jak nie ma sensu nikogo zmuszać, tak i nie ma powodu to tego, by za swój weganizm kogokolwiek przepraszać.

  • Właśnie to mnie zawsze zastanawiało – czy weganie wojujący wybrali weganizm przez treści, które sami teraz udostępniają? No Ty nie jesteś wojująca, więc pytanie leci raczej w eter, ale rzeczywiście mnie raczej odrzucały zawsze te filmiki i obrazki z szyderczymi hasłami, które działają jedynie na emocje, a na ich samych daleko się nie zajedzie. Bo owszem, szok może doprowadzić do przemyśleń, ale też człowiek może po prostu wyprzeć coś takiego i w sumie mamy krok w stronę przeciwną do weganizmu. Nie wiem, tak mi się tylko wydaje…
    Ja właśnie nie jestem wybredna i po prostu lubię mięso. Może kiedyś się to zmieni? Nie mówię, że nie. I choć czasem rzucę jakimś żartem (bez złych intencji), cieszę się, że w mojej kawiarni są opcje dla wegetarian i wegan (ba, żałuję, że nie ma już bagietki z humusem i zostawili tylko tę nową z pastą z bakłażanów!) I ogólnie są miejsca, gdzie można jeść co się chce z czym się chce. I chyba Ci tu kiedyś pisałam, że właśnie tworzenie pozytywnego wizerunku weganizmu jest zdecydowanie fajniejszą drogą i dla osoby tę dietę stosująca, i dla odbiorcy. Także… Oby tak dalej i kolejnych lat wypełnionych cieciorką i soczewicą 😀 ♥

    • Wydaje mi się, że tak, choć nie do końca to rozumiem. Bo autentycznie znam osoby, które jednego dnia obejrzały Cowspiracy, a następnego były już zdeklarowanymi wegankami. Ale jak mówisz, szok to moim zdaniem słaby fundament. Mnie to nie kręci, bo tak mam, że wolę zielony niż czerwony długopis i staram się dawać pozytywny przykład. Wiem też, że sama takiego filmu nie dałabym rady obejrzeć, bo popłakałam się nawet, gdy wykładowca pokazał nam kiedyś ten obrazek:https://imgs.xkcd.com/comics/land_mammals.png
      Widziałam te kanapki! A ta pasta z bakłażanów brzmi fajnie! Jeśli kiedyś trafię do Nero, to chętnie się na nią zdecyduję 😀
      Bardzo dziękuję! <3

  • Ola

    Och, ja myślę o tym już od tak dawna, ale to ciężka decyzja, kiedy u mnie w domu tego mięsa je się tak dużo. Dlatego właśnie będąc na studiach (w roku akademickim) bardzo mało jem mięsa – przygotowywanie go jest dla mnie katorgą i często ze łzami w oczach je kroję. Wierzę jednak, że kiedyś uda mi się tak całkowicie z niego zrezygnować, ale najpierw trochę muszę się poedukowac, by nie mieć zadnych niedoborów. I totalnie zgadzam się z komentarzem niżej!

    • Z mojego punktu widzenia, jedzenie jak najmniej przetworzonych owoców i warzyw, kasz, roślin strączkowych, okazjonalne wcinanie tofu czy innych produkty z soi (tempeh!), picie czasami mleka roślinnego, podjadanie orzechów, dodawanie do owsianek nasion chia lub siemienia lnianego i suplementowanie witaminy b12 i d3 powinno wykluczyć możliwość wystąpienia niedoborów. Po roku weganizmu miałam lepsze wyniki badania krwi, niż przed zrezygnowaniem z mięsa. To co napisałam, może się wydawać skomplikowane czy drogie, ale całkiem niesłusznie. Porządnej jakości mięso jest drogie. A dziś wyszłam z Lidla z kilkoma siatkami jedzenia na cały tydzień i zapłaciłam niecałe 60 zł
      🙂

  • A czy są jakieś fora/grupy/strony dla wegan, które śledzisz? 🙂

    • Grupa „Wegany Toruń”, fanpage Weganizujemy Polskę, Więcej Wegańskich, Otwarte Klatki, takie tam. Ale to raczej ze względu na ciekawostki, bo jedzenie, o którym jest na Weganizujemy Polskę niezbyt mnie interesuje. Oprócz tego blogi – Jadłonomia, Hello Morning, Veganama itd, choć przepisy biorę skądkolwiek sporadycznie. I masa profili na Insta, ale znów – raczej ze względu na doświadczenia estetyczne, choć inspiracje też się zdarzą 🙂