Poszerzanie świata

Czy ktoś pamięta bajkę o żółwiu Franklinie? Bardzo nie lubiłam, kiedy na początku każdego odcinka narrator opowiadał, co Franklin już potrafi zrobić – umyć zęby, zawiązać buty albo liczyć do dziesięciu. Za każdym razem chciałam mu krzyknąć – Hej Franklin, nie masz powodów do dumy! – i jakkolwiek to rzuca ciekawe światło na to, jaką byłam sześciolatką, dziś nie o tym. Dziś o tym, że robiąc nowe rzeczy, wybierając się w nowe miejsca i jakoś tam sobie radząc z podstawowym kursem bycia dorosłym, sama wyobrażam sobie, że gdzieś jakiś głos mówi – Kalina ma już dwadzieścia jeden lat i potrafi sama pojechać autobusem na drugi koniec miasta do okulisty albo Kalina nie zemdlała, choć jej organizm bardzo chciał się wyłączyć, by nie musieć zrosić dyskomfortu zakraplania oczu atropiną albo Kalina potrafi zdobyć umowę o praktyki studenckie i się na nich pojawić. Sorry, Franklin, teraz dobrze rozumiem, o co chodziło.

Za każdym razem, czy gdy robię coś takiego, gdy odkrywam, że Toruń to nie tylko Bydgoska, Szeroka i Wały Sikorskiego, czuję jak powiększa się mój świat. W bardzo dosłownym i organicznym sensie, bo nowa droga to nowe synapsy i neurony w hipokampie, które nie idą na zmarnowanie. Trochę dokładniejsza reprezentacja świata. Trochę szersza perspektywa.

Zawsze mam pewne obawy przed pisaniem takich rzeczy, bo zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo te moje przeprawy to pestka i kto mógłby powiedzieć – Hej, nie masz powodów do dumy! – ale robię to, bo wiem, że mam prawo je mieć.

Jestem przekonana, że komuś, kto na samym początku opowiadał o tym wychodzeniu ze strefy komfortu chodziło tak naprawdę o rozszerzanie swojego świata. Nie jest tak, że w pewnym miejscu czujesz się bezpiecznie, z jakiegoś powodu je opuszczasz, a potem a) wracasz do niego i chowasz się pod koc b) nigdy do niego nie wracasz, bo po co komu poczucie bezpieczeństwa, idziesz i żyjesz przygodą.  Wyobrażam to sobie za to trochę jak grę (nie oszukujmy się, mam na myśli Assassin’s Creeda) w której zaczynasz z niewielką wiedzą na temat otaczającego cię terenu, ale w biegiem czasu oswajasz coraz więcej miejsc i pole, które jest znajome i w miarę bezpieczne robi się coraz, coraz większe. Z czasem przestajesz czuć konieczność korzystania z nawigacji na każdym kroku i możesz zacząć skupiać się na dostrzeganiu szczegółów.

 

  • Zuzanna Kosek

    taaak! ten tekst o wychodzeniu ze strefy komfortu, który juz zrobił się takim ble ble, rozumiem i czuje dokladnie tak jak napisalas <3