Alfabet zdrowia psychicznego – nuda

Daję sobie trochę oddechu z blogiem, bo już nie do końca zgadzam się z tym, że im więcej na głowie, tym lepiej spędza się czas. Z zaskoczeniem odkrywam, jak przyjemnie jest się zdrzemnąć w ciągu dnia, nie nakładać na siebie zbyt dużo, a jednak wciąż pakować się w sytuacje, które są wyzwaniami i dobrze sobie z nimi radzić. Nie mam też szczególnie wiele do powiedzenia. No i moce przerobowe zarezerwowane na pisanie bloga można choć w części przeznaczyć na pisanie pracy licencjackiej. Wciąż się nią trochę stresuję, ale mam czasami przeczucie, że będzie petardą. To miłe przeczucie. Przy tym wszystkim, czemu teraz poświęcam uwagę, nie mam zamiaru porzucać Alfabetu, bo jeśli jakaś część tego bloga naprawdę mnie satysfakcjonuje, to właśnie ta. Nie mogę, uwierzyć, ale to już czternasta odsłona Alfabetu Zdrowia Psychicznego! W tym miesiącu razem z Natalią piszemy o hasłach na literę „n”.  Uwaga, u mnie powieje nudą.

Muszę przyznać, że żaden z moich przedmiotów na studiach nie poruszał tego tematu. Nie poznawałam neuronalnych korelatów nudy, jej znaczenia ewolucyjnego ani wskaźników fizjologicznych. Dość nieintuicyjnie, ponieważ nuda jest stanem, który odczuwamy w różnych sytuacjach dość powszechnie. Przypominam sobie jednak jeden z tekstów stylizowanych na popularnonaukowe, który znalazł się w podręczniku do angielskiego, z którego korzystałam na lektoracie. I tam rzeczywiście były wymienione rodzaje nudy wedle jakieś klasyfikacji , pojawiło się także kilka słów o adaptacyjności tego zjawiska. Zabierając się za ten tekst wyszłam z tego punktu i wypuściłam się na dalsze poszukiwania wiadomości o nudzie. Ale najpierw parę intuicji.

Wydaje mi się, że pod pojęciem nudy kryją się dwa zjawiska, które może i mają ze sobą coś wspólnego – nudząc się, nie jesteśmy zaangażowani z żadne zajęcie – ale niosą ze sobą zupełnie inne uczucia.  Nuda, jaką natknęłam się w artykułach naukowych i popularnonaukowych, które znalazłam w ramach researchu do tego wpisu jawi się jako stan szczególnie dyssatysfakcjonujący, wręcz bolesny, który wynika z braku stymulacji i motywuje tego, kto odczuwa nudę, do zmiany. To odróżnia nudę na przykład od apatii. W tym ujęciu nuda kojarzona jest ze skalą samokontroli – według tej teorii osoby o większej samokontroli są także bardziej odporne na nudę. Istnieją także badania ilustrujące, że nuda może być jednym z katalizatorów kompulsywnego objadania się, oraz że nastolatki bardziej dotkliwie odczuwające nudę, są bardziej skłonne palić, pić alkohol lub brać narkotyki w późniejszym wieku. Brzmi poważnie.

Ale wydaje mi się, że obecnie większym problemem jest to, że nawet nie mamy się kiedy naprawdę ponudzić. To znaczy – kiedy czujemy się choć lekko znudzeni, możemy wyciągnąć telefon i nabodźcować się trochę instagramowymi kwadratami  albo burzliwymi komentarzami na facebooku. Czy to źle? Z jednej strony przychodzi mi do głowy myśl, że nie – są przecież sytuacje, kiedy istotnie brak ciekawych bodźców można tylko przeczekać – stanie w kolejce, długa podróż pociągiem lub wyjątkowo jałowy wykład. Z drugiej strony – w ten sposób zabieramy nudzie jej przystosowawczy charakter – nie zmusza nas już ona do zmieniania swojego stanu tak bardzo.

Lubię czasem mieć puste przebiegi, czas, na który nie mam nic zaplanowane. Sądzę, że potrafi to nieco wyrwać myśli ze standardowych ram kontekstu. A czasem po prostu daje odpocząć. Nie będę raczej nikomu polecać, aby spróbować się codziennie przez 20 minut ponudzić dla zwiększenia swojej samokontroli, choć z drugiej strony takie oblicze nudy upodabnia ją trochę do medytacji, o której pisałam miesiąc temu.

Zastanawia mnie to, dlaczego nauka (lub może tylko mój uniwersytet?) traktuje to zagadnienie po macoszemu. Czyżbyśmy bali się nudy? Zapomnieli o niej? Poświęćcie dziś, proszę, choć chwilę, aby zastanowić się, czym dla Was jest nuda i jakie budzi w Was emocje. Pomyślcie, czy nuda jest Wam do czegoś potrzebna. A najpierw koniecznie przeczytajcie tekst, który na temat nadziei napisała Natalia!

 

Źródła, z których korzystałam i które mogą okazać się pomoce, gdy ktoś zechciał zgłębić temat:

  • Ola

    U mnie nuda zawsze wywołuje negatywne emocje, bo zbyt często mi towarzyszyła podczas okresu „chorowania”. I teraz, gdy tylko mam dłuższy okres nudy, te wspomnienia wracają. Szczególnie, gdy jestem u rodziców i nie mam tych wszystkich swoich rzeczy „in case of boredom” :’D

    • Zauważyłam, że bycie w rodzinnym domu dość często przywołuje demony nastolęctwa. Może to nie kwestia samej nudy, tylko jakichś takich skojarzeń w miejscem?

  • Wiesz co Co powiem, że ja nie pamiętam kiedy się nudziłam! Serio.. od pół roku nie znam tego pojęcia, bo ciągle coś robię, a jak przestaje to po prostu odpoczywam i czytam, więc też się nie nudzę.

  • Bardzo często słyszę od mojej mamy, że nie umiem się nudzić i to bardzo źle. Bo rzeczywiście,kiedy tylko skończę jakieś zajęcie, siadam na chwilę na kanapie, od razu biorę do ręki telefon i przeglądam portale społecznościowe. Słyszę wtedy „nie możesz po prostu pogapić się w sufit?”. Wiem, że tak byłoby dobrze. Od czasu do czasu po prostu nic nie robić. I o ile medytacji chętnie się oddaję, o tyle… mam wrażenie, że wtedy coś robię! No, medytuję, a więc uspokajam ciało i umysł, skupiam się na swoim wnętrzu i obserwuję swoje myśli. A nudzenie się polega na tym, że nie robię nic, rozmyślam sobie i na niczym konkretnym się nie skupiam. Przez chwilę tak potrafię, ale bardzo szybko czuję, że muszę się ruszyć i choćby poczytać książkę, żeby nie marnować czasu (chyba tego się boję).

  • Bardzo ciekawy temat poruszyłaś – zastanowiłam się, czy pamiętam kiedy ostatni raz się nudziłam i jakiego rodzaju były to sytuacje. I wydaje mi się, że wszystkie były związane z utratą samokontroli lub jej poświęceniem w imię jakiejś wartości (np. uprzejmości lub norm społecznych). W trakcie studiów nudziłam się na nieinteresujących mnie wykładach (których, niestety – przyznaję, było z mojego punktu widzenia dużo), zdarza mi się też nudzić w długiej kolejce w markecie, kiedy z zewnątrz atakuje mnie hałas i nie pozwala na skupienie. Ale już na przykład gdy spokojnie na coś czekam – w przychodni, na przystanku, przed spotkaniem, etc., z reguły się nie nudzę. Pogrążam się w swoich rozmyślaniach lub po prostu jestem uważna. W życiu nie zdarza mi się też nudzić w domu, nawet trudno byłoby mi sobie taki stan wyobrazić.
    Dlatego wydaje mi się, że nuda dotyka nas, gdy to, co w danym momencie robimy, nie jest przez nas akceptowane – mamy silną chęć zmiany, ale zmiana z jakiegoś powodu jest dla nas niemożliwa (np. ze względu na za wysoką cenę). Być może w dzieciństwie nuda dotyczyła nas częściej, bo nie byliśmy w stanie sami zaproponować sobie działania, potrzebowaliśmy ukierunkowania naszej uwagi lub chociaż sugestii z zewnątrz.
    Nuda w dorosłym życiu kojarzy mi się raczej ze zjawiskiem apatii – jak pisałaś nie podejmujemy wtedy zmiany, ale jako dzieci też nudziliśmy się, nie rozpoczynając aktywności zanim ktoś nie zaproponował nam odpowiedniej jakości bodźca.