Alfabet zdrowia psychicznego – odpoczynek

Ciężko zabrać się do pisania po miesięcznej przerwie. Choć muszę przyznać, że tak naprawdę piszę coś prawie każdego dnia – a to zadanko ze szwedzkiego, a to kilka stron pracy licencjackiej, a to coś na psychometrię. Blog jednak wymaga innego sposobu formułowania myśli, innego wewnętrznego dialogu. Ale czułam, że – aby mnie zapędzić się w kozi róg – powinnam od niego odpocząć. Odpuścić, kiedy zauważyłam, że pisanie przestaje przynosić mi tę samą satysfakcję, którą przynosiło kiedyś. I choć uwielbiam jesień, przyznaję, że cały ten listopad tak przygniata ciśnieniem i zachmurza spojrzenie, że wszyscy chcieliby tylko odpuszczać i odpoczywać. To powiedziawszy, muszę zwrócić uwagę na to, że nie mogłybyśmy się z Natalią lepiej wstrzelić. Otóż dziś u Natalii przeczytacie o odpuszczaniu, a u mnie – o odpoczynku.

Większość takich podstawowych i rozumianych przez wszystkich terminów zaskakująco ciężko jest usystematyzować. Odpoczynek to może być krótka przerwa w pracy, wieczór pod kocem, spacer, ćwiczenia, czas spędzony ze znajomymi, wyjście do kina, długie wakacje i – no nie wiem – emerytura. Pamiętam, że w szkole podstawowej byłam uczona, że odpoczynek powinien w jakiś sposób kontrastować z tym, co traktujemy jako aktywność, czy pracę. Rysowało się to następująco – osoby pracujące fizycznie w ramach odpoczynku powinny czytać książki, a osoby pracujące umysłowo powinny w czasie wolnym uprawiać sporty na świeżym powietrzu. I pewnie coś w tym jest. Ale pozostaje to trochę zbyt dużym skrótem.

Bardzo chciałabym ugryźć temat wielowymiarowo. Odpoczynek jako przerywnik, chwila na przewietrzenie umysłu i rozluźnienie ciała. Odpoczynek od myślenia. Odpoczynek od działania. I na koniec, jeden z najważniejszych odpoczynków i takich najmniej docenianych – odpoczynek jako stały punkt programu, związanym z zakańczaniem każdego dnia i higieną snu.

Ten pierwszy odpoczynek przychodzi nam dość łatwo. Podejrzewam, że mało kto potrafi pracować wielogodzinnym ciągiem bez choćby kilku minut przerwy. Takie krótkie przerwy są istotne dla tego, aby łatwiej było nam utrzymywać stan skupienia, dla mięśni, które utrzymują soczewki naszych oczu, a także dla naszej własnej motywacji. Ale i tu czai się kilka niebezpieczeństw. Po pierwsze – często w chwilach, które powinny być przeznaczone właśnie na taki pobieżny relaks, nie odpoczywamy wcale – męczymy oczy wpatrując się w ekran telefonu, nie jesteśmy świadomi tego, co dzieje się z naszym ciałem, siedzimy krzywo, garbimy się.

Odpoczynkiem od myślenia nazywam to, co robimy, kiedy wracamy po zajęciach czy pracy do domu i odpalamy ulubiony serial lub jakiś nowy vlog Gonciarza. To także te wszystkie sytuacje, kiedy poświęca się czas czemuś tylko dlatego, aby się „odmóżdzyć”. I choć brzmi to pejoratywnie, nie sądzę, aby było to coś złego. Od czasu do czasu każdy czegoś takiego potrzebuje. Tym, na co należałoby tylko zwrócić tutaj uwagę jest fakt, że rzeczy, które nie wymagają od nas wysiłku intelektualnego, a zamiast tego intensywnie angażują nas emocjonalnie, potrafią bardzo łatwo wciągać. I naprawdę, cudownie jest czasem poleżeć sobie i pogapić się na nowy sezon Stranger Things, ale jeszcze cudowniej jest dobrze spać. Bierny, odmóżdżający odpoczynek potrafi zaskakująco silnie zmęczyć.

Odpoczynek od działania rozpatrywałabym w kolejnych kilku skalach. Po pierwsze – jako leniwy poranek lub wieczór, siedzenie pod kocem z kubkiem herbaty, dumanie, powiedzmy, że nawet to przy akompaniamencie instagrama. Do drugie – będą to także dłuższe wakacje, wolne dni, okresy, w których codzienne obowiązki w jakiś sposób przestają obowiązywać. I choć bardzo lubię mieć rytuały i się ich trzymać, to sądzę, że takie momenty wyłączania się z trybów codzienności też bywają ważne. Nawet po to, aby złapać dystans, spojrzeć świeżym okiem na własne życie i poczuć choć troszkę wdzięczności. Z obserwacji, własnych doświadczeń i literatury mogę także dodać, że dobrze jest poświęcić czas na taki dłuższy, porządny odpoczynek jeszcze zanim poczujemy się zupełnie wyczerpane.

Ostatni z odpoczynków, o których chciałabym dziś napisać jest prawdopodobnie najważniejszym dla naszego życia i zdrowia. I będąc najważniejszym, jest jednocześnie okropnie bez nas zaniedbywanym. Chodzi mi oczywiście o sen i higienę snu. Muszę przyznać, ze sama często nie dbam o higienę snu, choć co roku postanawiam sobie to zmienić. Chwila na szczerość – jak często pierwszą i ostatnią rzeczą, którą widzisz w ciągu dnia jest facebookowa ściana? instagram? poczta elektroniczna? Oszczędziłabym sobie wielu stresów i źle przespanych nocy, szczególnie na studiach, gdyby nie to sprawdzanie maili w łożku. Naprawdę. I choć jest zdecydowanie lepiej, odkąd mam w mieszkaniu osobną sypialnię, to i tak zdarza się, że telefon śpi sobie obok nie, a nie tam, gdzie jego miejsce.

Oprócz możliwych złych wiadomości i tracenia czasu na googlowanie najdziwniejszych haseł, jakie tylko przyjdą nam do głowy, korzystanie z telefonu przed snem jest niekorzystne z innego, bardzo ważnego powodu. Niebieskie światło, które emituje ekran, uniemożliwia prawidłowe wydzielanie melatoniny i psuje precyzyjną i ważną strukturę naszego snu. Aleksander Perski, psycholog, który stworzył pierwszą w Szwecji klinikę chorób stresowych, pisząc o odpowiednich warunkach dla efektywnego nocnego odpoczynku, wymienia ciszę, zaciemnienie i chłodną temperaturę, co odbiega od intuicji słodkiego snu w dusznej sypialni pod ciężką, puchową pościelą. Zaznacza także, że o takie nocne warunki powinno się zadbać już na pół godziny przed snem. Z kolei na dwie godziny przed snem przypada dobry moment na jakiś wysiłek fizyczny. Nie powiem, abym doskonale stosowała się do tych zaleceń – czas na swoją wieczorną jogą znajduję na godzinę przed snem, ale praktyka jogi sama w sobie wycisza i przestawia mnie z trybu dzień na tryb noc.

Sen, odpoczynek, regeneracja. Ojejku, jakie to ważne sprawy! Z tego powodu mogę już zapowiedzieć, że za dwa miesiące, w odsłonie Alfabetu Zdrowia Psychicznego, która dotyczyć będzie literki „s”, dokładniej omówię temat samego snu i hipotez znaczenia snu dla organizmu. Tymczasem zapraszam do dzielenia się Waszymi spostrzeżeniami na temat odpoczynku oraz do zajrzenia, co ciekawego przygotowała dla Was Natalia.

Miłego weekendu, odpocznijcie!

 

W przygotowaniu tekstu pomogła mi między innymi lektura wywiadu Bogdana Białka i Doroty Krzemionki z Aleksandrem Perskim „Sen, stres i ciała odrodzenie”, który jest częścią zbioru wywiadów „Rozmowy z Mistrzami” wydanego pod redakcją Doroty Krzemionki przez Wydawnictwo Charaktery w 2013 roku.

  • rudawstazka.wordpress.com

    Ja mam problem z robieniem tych krótkich przerw w pracy 😛 Albo się pogrążam i tracę poczucie czasu, albo przerwa mnie rozprasza i wybija z rytmu 😀

    • Cenna uwaga i chyba każdy poniekąd tak ma. Ale to całkiem fajnie, kiedy praca wciąga na tyle, że nawet nie zauważa się upływu czasu. Najlepszy balans jest chyba między właśnie tym, a uwagą temu, żeby o siebie zadbać 🙂